Mazury – cud natury…

…ale czy aby na pewno?

Nie wiemy, czy rozpoczynanie wpisu od „nie wiemy” jest poprawne. Właściwie to nasza kultura języka polskiego jest nieco ograniczona. Szkołę kończyłyśmy dawno temu. Podobnie z pisaniem wypracowań, tworzeniem pięknych, wręcz barwnych opisów już za nami. Odświeżamy te umiejętności z każdym dniem specjalnie dla Was. 😉

Jak opisać Iławę?
Oj nasz słownik jest zbyt ubogi w porównaniu z tym co widziałyśmy.
Cofnijmy się jednak o kilka miesięcy.

Gdy dostałyśmy maila z zaproszeniem na Mazury uznałyśmy to za jeden z wielu żartów.
Że nas? Że do Iławy? Ktoś z tak dużym zainteresowaniem nas obserwuje?
Skąd te zdziwienie, skoro w ubiegłym roku doświadczyłyśmy tak wiele dobra, przekonałyśmy się, że wśród wyścigu szczurów są osoby dostrzegające otaczających ich ludzi.
To właśnie dzięki Piotrowi Ambroziakowi miałyśmy możliwość podziwiania polskiej Kopenhagi rowerowej – dziękujemy za zaufanie!

Iława

Dawniej stanowiła część krainy historycznej zwanej Pomezanią, później przeszła w ręce Krzyżaków.
1305 r. to data, którą przyjmuje się za początek istnienia miasta Iława, kiedy to komtur Sieghard von Schwarzburg lokował miasto Ilavia. Przez wiele lat rozwijało się ono intensywnie, garbarze, kowale, piekarze czy krawcy odpowiadali za zaspakajanie potrzeb mieszkańców.
Ze źródeł można wywnioskować, że w Iławie produkowano również piwo. Jeden z kronikarzy podawał specyficzną/zabawną nazwę, którą w wolnym tłumaczeniu możemy przedstawić następująco „gdzie jest wyrko służki”.

Ciekawostka
W 1305 r. prawa miejskie zyskało również miasto Zalewo (położone na północ od Iławy), obecnie burmistrzami miast są bracia.

W 1333 r. od Krzyżaków wykupiono prawa obsadzania Rady Miejskiej oraz burmistrza. Wiązało się to z koniecznością wzniesienia Ratusza, który niestety spłonął w 1706 r. (niby tragedia, jednak była płaszczem ochronnym przed inną zagładą wiszącą w powietrzu – kolejną epidemią dżumy).
Pierwsza wojna światowa w żaden sposób nie naruszyła odbudowanego miasta. Dopiero Armia Czerwona doprowadziła do gigantycznych zniszczeń. Tak naprawdę tylko 25 % miasta uchowało się przed agresją.

Jak widzą to Szprychy?

Do historii jeszcze powrócimy.

Na samym wjeździe do miasta pojawia się ścieżka rowerowa. Usatysfakcjonowane tym faktem zmierzamy do naszego hotelu – Port 110.
Zostajemy naprawdę mile przyjęte – nawet nasze rumaki dostają swoją prywatną stajnię. Na recepcji wyposażają nas w zestaw map i innych gadżetów, które z zaciekawieniem odpakowujemy już w naszym pokoju.
Sam hotel możemy z czystym sumieniem polecić.
Lokalizacja – wszędzie blisko, a przede wszystkim woda pod nosem.
Wizualnie – robi wrażenie, okna jak na łodzi, za nimi widok na wodę i port.
Jedzenie – smaczne, bufet szwedzki obsadzony rozmaitościami, kawą z kofeiną (tak, czasami w hotelach trafia się woda o dziwnym zabarwieniu mającym przypominać kawę) i wszystkim czego organizm podróżnika potrzebuje (w tym smaczne ciasta).
Łóżka – wygodne.
Personel – przesympatyczny a dodatkowo bardzo pomocny. Szybkie odpowiedzi, dużo cierpliwości oraz elastyczność. Osoby tam pracujące na pewno nie wiedzą czym jest szablon.
Pokoje z łazienkami, telewizorem, dużą ilością kontaktów (mogłyśmy jednocześnie ładować baterie w telefonach oraz pracować nad wpisem dla Was) 😉
Zapomniałyśmy dodać – prysznice z gorącą wodą! (haha teoretycznie wszędzie są, ale w namiotach bywa to sporym brakiem ;)).

14_05_16_45 14_05_16_46 14_05_16_47

14_05_16_1

MIASTO
Starówki tutaj nie znajdziecie. Niemniej jednak proponujemy, by obrać kierunek ->informacja turystyczna (przy ratuszu). Dostaniecie tam mapy, cenne wskazówki (Co? Gdzie? Jak?), zakupicie ładne koszulki (nam do gustu przypadła ta ze znakiem „!” zamiast „I” w nazwie miasta).
Uwaga!
Jeśli traficie na Pana Dariusza to szybko z tego lokalu nie wyjdziecie, zaś Wasze głowy będą pełne wiedzy historycznej o mieście i okolicach. Co gorsza, będziecie chcieli więcej i więcej. Ten człowiek prawdopodobnie jest chodzącą encyklopedią!

Pump Track – tutaj możemy troszkę marudzić po Twisterze w BB – jednak należy docenić prace miasta. Wbrew pozorom przejechanie kilku okrążeń sprawia, że odczuwa się delikatne zmęczenie, kręci się w głowie i … o dziwo… podoba się! Jak pokonać tę trasę poniżej 10 sekund? Niemożliwe. 😉

14_05_16_4 14_05_16_6

Boisko do siatkówki plażowej – nie byłybyśmy sobą, gdybyśmy nie poruszyły tego tematu. Przygotowując się do pomarańczowego rajdu miałyśmy okazję rzucić okiem na boiska do siatkówki plażowej. Niestety nie grałyśmy – pogoda nie pozwoliła.

Dzień Króla Holandii – jeden z powodów dla których trafiłyśmy do Iławy. To już 11. edycja rajdu rowerowego, którego uczestnicy zdobią się w pomarańczowe gadżety, koszulki i śmigają na swoich brykach po wytyczonym wcześniej szlaku.
Czy wniosło to coś w nasze życie?
Jasne! Milion pomysłów oraz gigantyczną dozę szacunku dla organizatorów. Jest to jeden ze sposobów najlepszego spożytkowania budżetu! Aktywizacja społeczeństwa do wspólnego uczestnictwa w tego typu wydarzeniach sprawia, że stajemy bliżej siebie. Porzucamy naszą dotychczasową osobowość. Urzędnicy bez większego skrępowania wskakują na rower nie przejmując się opinią publiczną, nie zastanawiając się nad brakiem garniturków, pantofli czy garsonek. Stajemy się równi sobie, nie dzieli nas biurko, okienko czy status. W rajdzie uczestniczą nie tylko dorośli. Dostrzeżecie tam dzieci oraz … płynącą równolegle łódź smoków z klubu Drakens Iława, która towarzyszyła rowerzystom podczas podróży wzdłuż brzegu jeziora. Gęba sama się cieszy.  🙂

14_05_16_2 14_05_16_3    14_05_16_7 14_05_16_9 14_05_16_10 14_05_16_11 14_05_16_12 14_05_16_13

Czy wspomniałyśmy, że wszyscy są ubrani na pomarańczowo ? 😉

IMG_0047
fot. infoilawa.pl

Rajd kończymy przy gimnazjum kosztując ciast i innych baterii dla naszego organizmu. Po litrach przyjętego deszczu byłyśmy zdecydowanie zniechęcone do dalszego podróżowania, jednak cukier zniekształcił nasze postrzeganie świata. Pozytywne emocje pokierowały nasze stopy w stronę rowerów. Posadziłyśmy zadki na siodłach i ruszyłyśmy iławskim autostradami rowerowymi w kierunku Szymbarku.

Ruiny to nasza specjalność. Jednak nie spodziewałyśmy się czegoś takiego. Ogrom samego zamku robił wrażenie już przed wjazdem na dziedziniec.

Jak przekroczyć próg bramy?
Szukajcie przesympatycznej („nawiedzonej”) Pani Bożeny. To osoba, która trzyma klucze do tego magicznego miejsca, ale nie tylko. Zna również wiele tajemnic. Opowie Wam o poszczególnych zakątkach, nawiąże do historii, odniesie się do współczesnych czasów, przytoczy kilka ciekawych anegdotek.
Najpierw jednak musicie ją zlokalizować. Plotka głosi, że słusznym kierunkiem będzie „zielony płot”. Nie sprawdziłyśmy tego, bowiem Pani Bożena już na nas czekała. 😉
Ostrzegamy – w najbliższej przyszłości może zdarzyć się malowanie płotu.
Przy okazji wizyty w zamku u boku kustoszki usłyszycie jakie filmy należy obejrzeć by zapoznać się z dawnym wyglądem miejsca (jeśli oczywiście zawiedzie Was wyobraźnia i poczujecie potrzebę pomocy w wizualizacjach).

Zamek w Szymbarku powstawał w XIV w. n.e. z inicjatywy proboszcza Henryka ze Skarlina. Jednak ze słów wspomnianej wcześniej Pani wynikałoby, że są dowody na to, że zamek miał już powstawać nieco wcześniej.
Jak na prawdziwy zamek przystało była tam i fosa i most zwodzony (zastąpiony mostem arkadowym).
Nie była to jednak forteca wojenna a raczej miejsce do zamieszkania.
Historie o tym gdzie mieszkali biskupi i ich panny oraz jak wyglądały dawne wc naprawdę rodzą uśmiech na twarzach.
Miejsce w zamku, które możecie zobaczyć to kaplica.
Do wieży straceńców niestety nie wejdziecie. Historia jednak mocno kusi. W szczególności jak wyobrazimy sobie zapadnię i kilkumetrową dziurę do której wpadali ówcześni nieszczęśnicy i drobni przestępcy.

Najdłużej bo od 1699 r. do 1945 r. właścicielami zamku była rodzina von Finckenstein.

Komnata Bursztynowa, historie lokalnych i opowieści Pana Dariusza.

Chodzą plotki, że w podziemiach zamku mogły być ukryte bursztyny pochodzące właśnie z Bursztynowej Komnaty.
Co się z nimi stało? Część mogła zostać wywieziona przez rodzinę Finckensteinów, zaś pozostała część?!
Niesforny milicjant, który zajmował się opisywanym obszarem wpuścił na teren zamku ludzi, którzy przedstawili tajemnicze legitymacje. Z zamku wyjechały dwie, pełne ciężarówki. Co kryły?
Tego nikt nie wie. Są to lokalne historie opowiadane przez nieobecnego już wśród nas Pana X.

Po wyjeździe/ucieczce Finckensteinów zamek trafił w ręce SS a następnie Armii Czerwonej, która spaliła za sobą tak wspaniałe miejsce.
Współczesna historia to lata pracy nad odbudową zamku, który trafił nawet w ręce fundacji Widzieć Muzykę (miała tam powstać szkołą muzyczna z internatem). Aktualnie właścicielem jest osoba prywatna, zaś kluczami dysponuje wcześniej wspomniana Pani Bożena, która zamek zna jak własną kieszeń, ponieważ zwiedzała jego ruiny już od maleńkości.

W latach 90 zamek stanowił scenerię do filmu „Król Olch” z żywą legendą, czyli Johnem Malkovichem (który podobno do Iławy zabrał swoje łóżko w obawie, że na polskim, hotelowym jego kręgosłup będzie cierpiał).

Dobrze, nie będziemy już Was zamęczać historią, jeśli jednak jesteście fanami takich ciekawostek to zapraszamy do Pałacu w Kamieńcu i historii Pani Walewskiej.

14_05_16_14 14_05_16_15

14_05_16_18 14_05_16_16 14_05_16_17 14_05_16_19 14_05_16_20 14_05_16_21 14_05_16_23 14_05_16_25 14_05_16_26 14_05_16_27 14_05_16_29 14_05_16_31 14_05_16_32 14_05_16_34 14_05_16_36 14_05_16_37

Po powrocie z Szymbarku nie pozostaje nam nic innego jak degustacja kawy i właśnie rozmowy z Panem Dariuszem i Piotrem w Centrum Informacji Turystycznej.

14_05_16_39 14_05_16_40 14_05_16_43 14_05_16_44

cdn.

Uwaga !

Autor

Szprychy w trasie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *