Siena we mgle

Następny dzień zwiastował kolejne podboje toskańskich krain. Ale najpierw – trening! Trasa Montespertoli – Montelupo zalicza się podobno do pięknych widokowo. Niestety ten dzień nie pozwolił na spoglądanie w dal.

Widoczność ograniczona była do jakichś 20 metrów, mgła wdzierała się w oczy, włosy po chwili były mokre. Dodatkowo ilość gór działała nieco demotywująco. Jedna z nich pokonała mnie. Zbiegnięcie okazało się niemożliwe, zmuszona byłam do zejścia, które i tak dawało się odczuć w kolanach po 7 km biegu.

Ok. zdjęcie z moim dziobem tylko jedno, co by Was nie straszyć za bardzo (wpis zawiera lokowanie produktu). 😉

Tym razem wybór padł na Sienę.

Jak wcześniej wspomniałam – aura nam nie sprzyjała – mgła nadal ograniczała pole widzenia do kilkudziesięciu metrów. Jednak im bliżej celu niebo zaczynało zmieniać swój kolor by ostatecznie odsłonić przed nami słońce!

O samym mieście słyszałam wyłącznie pozytywne opinie. Wzbudzało to we mnie niemałe obawy, co jeśli jednak mnie rozczaruje?

Siena, według legendy, została założona przez synów Remusa – Senia i Aschio, którzy uciekali przed bratem swego ojca. Stąd w mieście wiele elementów nawiązujących do historii ich rodu.

Flaga miasta jest prosta – biało-czarna.

W czasach średniowiecza była jednym z najważniejszych miast Europy. To przez nią przebiegały najważniejsze szlaki handlowe, które zagwarantowały miastu wysoką pozycję. Do czasu gdy miasto zostało zdziesiątkowane przez „czarną śmierć”. W dwieście lat po epidemii mieszkańcy napotkali kolejne przeciwności w postaci oblężenia miasta przez Karola V, którego skutki były jeszcze bardziej dotkliwe niż te które przyniosła dżuma.

Odstawiliśmy samochód i w zasadzie od razu udaliśmy się do toalety miejskiej. W drodze poczytałam na szybko o św. Katarzynie, która jest ściśle związana z miastem a konkretniej klasztorem San Domenico z 1125 r. Nie trzeba było go długo szukać – wyrasta wręcz z szaletu.

Zaintrygowani historią Kaśki weszliśmy do środka.

Św. Katarzyna prawdopodobnie była anorektyczką i zagłodziła się na śmierć. Chociaż oficjalnie mówi się, że zmarła za Kościół oraz papieża. Jej ciało zostało podzielone. Głowę (i palec) umieszczono właśnie w odwiedzanym przez nas klasztorze. Uczucia jakie wywołuje głowa są mieszane. Z jednej strony jesteś pod wrażeniem patrząc na głowę z 1380 r. z drugiej jednak budzi pewien niesmak.

Spragnieni, zmęczeni z opadającymi powiekami i ziewającą gębą jedno było pewne – trzeba uzupełnić poziom kofeiny!
A. Nannini na Via Banchi di Sopra 24 jest idealnym wyborem. Poza wspaniałą kawą do wyboru macie chyba setki smakołyków.

Po przyjęciu sporej dawki energii i cukru przyszła pora na dalszy ciąg spaceru.

Miasto słynie z wielu magicznych, starych uliczek, które pozostają w niezmienionym kształcie od setek lat. Jak w przypadku małego Bergamo tak i tutaj warto zwyczajnie iść przed siebie i odkrywać nieznane. Bez większego planu i przewodnika, rozmawiając z miłym towarzystwem o niczym. Totalny reset.

Warto też zajrzeć do miejsc, z których dobiega muzyka – może znajdziecie inspirację na prezent lub na aranżację własnego mieszkanka.

Gdzieś w tych plątaninach uliczek kuszą zapachy, głównie czekolady, tradycyjnej potrawy włoskiej czyli pizzy… Spokojnie coś zdrowego też się trafia.

Oczywiście spontaniczne błądzenie to jedno. Kluczowe miejsca trzeba zobaczyć. Chodzi głównie o Piazza del Campo z XIII w., czyli plac z cegły i marmuru w kształcie muszli. Dodatkową cechą szczególną jest fakt, że plac jest pochyły.

Dwa razy w roku (2 lipca i 16 sierpnia) odbywa się tutaj Palio czyli wyścig konny, w którym udział bierze dziesięć contrade (okręgi na jakie podzielona jest Siena). Po środku placu stoi publiczność niższej klasy dopingująca swoich faworytów. Szczęściarze, którzy w porę kupili bilet (oczywiście bardzo drogi) zajmują miejsca na trybunach.

Nad Piazza Del Campo króluje Torre del Mangia wysoka na 100 metrów dzwonnica przylegająca do Palazzao Pubblico z Museo Civico.
Na wieżę prowadzą 503 stopnie, oczywiście można na nią wejść uprzednio kupując bilet w cenie 10 euro.

Inną atrakcją, której nie można przegapić jest Katedra, której budowa została ukończona w XIII wieku, kolejne lata to plany jej przebudowy, które nie udawały się z kilku przyczyn, przede wszystkim związanych z projektami i wytrzymałością konstrukcji. Ostatecznie porzucono tę ideę w momencie, gdy miasto nękała dżuma. Wtajemniczone oko dostrzeże podobieństwo między katedrą z Pizy a tą ze Sieny.

Błądząc po uliczkach kilkukrotnie wracamy do Campo, wybierając różne zakamarki.

Ku naszemu zdumieniu mgła powróciła i zaczęła wdzierać się na Campo tworząc efekt wręcz piorunujący – coś na kształt pyłu przeciskającego się przez ulice po upadku WTC.

Uciekając przed tym zjawiskiem zapomniałam o wrzuceniu monety na znak, że wrócę, ale coś czuję, że jest to i tak pewne… Jeszcze raz oglądam się za siebie.

Ciao

Sandra Mielczarek
a.k.a #13

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *