Certaldo

Monotematyczność Włoska

Co poradzić na ciężkie uzależnienie od tego pięknego kraju, ludzi, kultury, smaków?!
Jak mawiają – czym się strułeś, tym się lecz. Nie ma wyjścia – trzeba przyjąć porcję Italii

Wraz z wujkiem i rodzinką spakowaliśmy manatki i ruszyliśmy podbijać włoskie autostrady 😀

Chyba nie muszę wspominać, że pośród rzeczy, które spakowałam, znalazły się pedały spd i całe wyposażenie rowerzysty. Jedyne czego nie miałam to rower ale tu z pomocą przyszło kilka miejsc,np Borgo Divino. Koniec końców rower udało się pożyczyć od znajomych 😉
Ale nie o tym miała być ta historia.
Tym razem postaram się przenieść Was do kilku kolejnych miast Toskanii.

 

Wiedząc,

że autem możemy sobie pozwolić na delikatne zjechanie z trasy, zasugerowałam konieczność odwiedzin w Riva del Garda. Obawiałam się, że po tak długiej podróży moi towarzysze nie będą zachwyceni tym pomysłem, a czynnik w postaci drzew uginających się od śniegu wręcz wywoływał u mnie strach przed tym co będzie nad jeziorem.

 

 

Udało się. Zaskoczyło, pogoda w punkt – słonecznie. U rodzinki zaś dostrzegłam sygnały miłości od pierwszego wejrzenia 🙂 Wszyscy byli zadowoleni widokami jakie zastaliśmy.
Ja tym bardziej. Udaje mi się kolejny raz wrócić do miejsca z wyprawy. Korzystając z okazji, podrzuciłam naszym hostom – Stafanii i Pietrowi – mały słodki a zarazem uderzający do głowy podarunek 🙂
Riva też miło nas przywitała – festiwalem otwarcia sezonu rowerowego (z pozdrowieniami dla VW samochody użytkowe MTB Team).

 

Z Gardy szybciutko ruszyliśmy na Montespertoli.
Postaram się ten wyjazd rozbić maksymalnie na trzy wpisy
W tym zabiorę Was do Certaldo

Certaldo

miasto cebuli i pisarza Boccacio, położone jakieś 50 km na południowy zachód od Florencji nie należy do miejsc odwiedzanych przez tłumy. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ mając do wyboru tak wiele słynnych miast jak Florencja, Siena, Pisa, San Gimignano czy Volterę mało kto jedzie do miasta słynącego z cebuli. I nie będę narzekała na taki stan rzeczy. Dla nas była to raptem 17 km wyprawa a samo miejsce było jej zdecydowanie warte.

 

 

Badania archeologiczne

dowiodły, że miasto było wzniesione na dwóch wzgórzach za czasów Etrusków. Pierwsze wzmianki o mieście pojawiają się dopiero w XII w. Wówczas to Barbarossa przekazał ziemie rodzinie Alberti. Z czasem miasto przeszło we władanie Florencji zaś okres ten uważa się za rozkwit.
Zobowiązana jestem uściślić, że celem wyjazdu była tylko i wyłącznie górna część miasta. W „nowoczesne” centrum nawet nie próbowaliśmy się zapuszczać.
Jak jest u góry? Cisza, spokój. Uliczki z duszą, kryjące tysiące intrygujących historii. Gdzieś w restauracjach, ogródkach czas spędzali głównie starsi ludzie być może rozmawiający wyłącznie o pogodzie. Samo obejście zajmuje niewiele, jak się ktoś uwinie to pewnie obleci w piętnaście minut. My natomiast potraktowaliśmy wyjazd jako czas na spacer w rodzinnym gronie. Wspominając stare czasy krążyliśmy mijając atrakcje miasta.

Niejaki Bocaccio

to całkiem ciekawy jegomość… Pominę fakt, że urodził się w 1313 r. (nie dlatego miasto przypadło mi do gustu). Z czasem zyskiwał na znaczeniu w życiu politycznym Florencji, jego serce skradła córka króla, często kpił z księży (patrz jego twórczości). Mimo bogatego dorobku literackiego i ogromnego znaczenia dla samego języka włoskiego, większość z Was (również ja) łączy jego postać wyłącznie z Dekameronem, zbiorem 100 opowiadań, których motywem przewodnim jest miłość opleciona hedonizmem, głupotą, inteligencją, przekrojem przez społeczeństwo ówczesnej Italii. Dla zainteresowanych, po przejściu przez główną bramę (wprost z parkingu) należy kierować się w prawo (Via Giovanni Bocaccio). Po jakiś 10 – 20 metrach po prawej stronie znajduje się jego dom, odtworzony po zniszczeniach jakie przyniosła II Wojna Światowa.

 

Kilka metrów dalej jest stacja kolejki łączącej Certaldo Alto z dolną częścią miasta, oraz restauracja (Il Castello) do której ogródka z całą pewnością warto zerknąć. Maj nie jest okresem, gdy ogródki tętnią życiem, stąd został on ogarnięty nieładem, zapomnieniem, które tak przypadło nam do gustu, że fotografowaliśmy co się dało (turyści)…

 

 

 

Dalej przeszliśmy przez Via della Rena, Via Fondaccio, Via del Castello, Via Valdracca, mijając takie atrakcje jak rojące się pszczoły i gliniane książeczki, spacerowaliśmy przy Porta al Rivellino skąd rozpościerał się widok na królujące nad toskańską krainą wieże San Gimignano.

 

Z tego miejsca niedaleko już do Palazzo Pretorio przy którym znajdziemy kasy z biletami na wszystkie atrakcje w mieście (około 6 euro). Niestety nie mieliśmy w planach zwiedzania stąd też nie mogę Wam powiedzieć, czy warto czy też nie. Z całą pewnością miłośników starodawnej architektury zainteresuje, jeśli jednak wolisz podziwiać widoki – spaceruj dalej po okolicy 🙂

 

AAA.
Zapomniałabym… Co z tą cebulą?!

Też nie wiem, bo koniec końców nie próbowałam. Jednak krąży pogłoska, że nigdzie takiej nie znajdziemy. Są to dwie odmiany o specyficznym smaku i bogatej historii ponieważ uprawiana jest od czasów średniowiecza. Macie ochotę na dżem z cebuli? Zapraszamy do Certaldo 😉 Ewentualnie możemy pokombinować, sprawdzić ceny i jeśli naprawdę Wam zależy to … się załatwi 😀
kontakt@szprychywtrasie.pl

 

Ciao

Sandra Mielczarek
a.k.a #13

źródła

www.wikipedia.pl
Włochy – praktyczny przewodnik, wyd. Pascal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *