Cabo da Roca nasz koniec świata

Pakujemy wino, stroje kąpielowe i ręczniki w plecak i lecimy na Cabo da Roca

No ok, może nie tak prędko. Wino się skończyło, a my wstaliśmy zdecydowanie za późno przez co ominęło nas kilka godzin intensywnych promieni słonecznych.

Najpierw, tradycyjnie już, słów kilka o historii Portugalii

Pierwsze ślady człowieka w Portugalii datowane są na 30 000 temu, o czym świadczyć miałyby wyżłobienia w Vale do Coa. Kraina ta leżała w rękach ludów iberyjskich, celtyckich, rzymskich. Oczywiście jak w przypadku większości miejsc tak i w przypadku Portugalii czas panowania rzymian to okres rozwoju. Jak to jednak bywa w historii, spokój nie panował zbyt długo, z czasem ziemie trafiły w ręce Germanów oraz kalifatu. Głośny okres rekonkwisty przyczynił się do przejęcia krainy przez królów Leonu i Kastylii. 1097 to przełomwa data powstania hrabstwa Portucale. W 1139 syn króla Henryka Burgundzkiego – Alfons Henriques- uzyskał tytuł króla Portugalii. Początkowo stolicą była Coimbra, stan ten utrzymywał się raptem przez nieco ponad sto lat, kiedy to w 1255 r. stolicę przeniesiono do Lizobony. Oczywiście Portugalia zmagała się z dżumą, uczestniczyła w konfliktach z Kastylią, a jej historia przepełniona jest intrygami i zdradami. Wielkie odkrycia geograficzne to okres wzbogacania się w zamorskie ziemie, a zasługę za zapoczątkowanie tych działań trzeba przypisać Henrykowi Żeglarzowi. Dalej wymienimy takie nazwiska jak Vasco da Gama, Bartolomeo Diaz, Afonso de Albuquerque, Ferdynand Magellan i  nie ma wątpliwości co do pozycji Portugalii na arenie międzynarodowej w zakresie odkryć.

Koniec XVI w to czas schyłku państwa, do władzy znowu doszli Hiszpanie, jednak nie na długo ponieważ dzięki spiskowi artystokratów i intelektualistów, ze wsparciem Francuzów, udało się przywrócić tron w ręce rodu Braganca, który zasiadł na tronie aż do 1910 r.

Początek XIX to kolejny przełom w historii kraju – inwazja Francuzów, ucieczka pary królewskiej do Brazylii oraz pomoc ze strony Anglików. Po powrocie króla było tylko gorzej, spory dynastyczne, destabilizacja, bunty i kryzys gospodarczy.

XX w. to czas dominacji Salazara – zafascynowany autorytaryzmem wprowadził cenzurę i państwo policyjne. Dyktatura zakończyłą się 25.04.1974 w wyniku rewolucji goździków.

Wracamy do października 2017 r

Pierwsze śniadanie w knajpce to kawa i tradycyjny tost. Miał być z szynką i z serem a na talerzu wylądował tost z masłem. Całe szczęście naprawiliśmy tę małą omyłkę i za 2 euro wrzuciliśmy do żołądków ciepły pokarm. Mimo wszystko pozostanę przez własnoręcznie przygotowanej solidnej porcji jajecznicy z talerzem warzyw 😉

Z Praça da Figueira

wzięliśmy tramwaj 15E kierujący się w stronę cudów architektury ale i kuchni, która rozochoci każde podniebienie. Przystanek, na którym należy wysiąść to Belem. Po wcześniejszej konsultacji z Natalią ze „Student w Podróży” wiedziałam, że jako ogromna fanka słodyczy nie mogę ominąć słynnej na całą Portugalię cukierni

Pasteis de Belem

R. Belém 84-92, 1300-085 Lisboa

Wypieków jest tam wiele, ale skupcie się proszę na jednym z nich, mianowicie na babeczkach. Owszem, dostaniecie je również w pozostałej części kraju niemniej jednak tam nazywają się Pasteis de Nata.

Czy jest różnica? Dla naszej wyjazdowej trójki gigantyczna. Idealnie kruche ciasto i ten krem… Do kompletu jest jeszcze cynamon. A przyprawy w Portugalii to świętość – w końcu przywiózł je wielki Vasco da Gama

Cukiernię dostrzeżecie bez problemu – to te miejsce, gdzie przed wejściem ustawia się długa kolejka.

Klasztor Hieronimitów 

wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO kompleks przytłaczający swym ogromem większość spotykanych przez nas zabytków. Budowę rozpoczęto na początku XVI. Skrywa on groby kluczowych dla historii postaci (zupełnie jak nasz Wawel, do czasu…) np. Luisa de Camoesa, króla Manuela I, Vasco da Gamy….

Musicie wiedzieć, że babeczek nie zjedliśmy tak od razu. Wrzuciliśmy je do plecaka i poszliśmy podziwiać ogrom Pomnika Odkrywców, by spacerem dotrzeć do Torre de Belem, gdzie kończy się rzeka Tag a zaczyna się przestwór oceanu Atlantyckiego. Tam, słuchając melodii wygrywanych na skrzypcach skusiliśmy się i sprawdziliśmy czy słodki zapach z torebki jest również przyjemny w smaku.

Pierwszy kęs, zęby zatopione w słodkiej masie…Przepadliśmy… Jak iść dalej kiedy poczuliśmy, że wzięliśmy zdecydowanie za mało babeczek?!

Hmmm – grajkowie na każdym kroku …

No nic. Wspomagani promieniami słońca wędrowaliśmy przez kawałek ku stacji Alges

by wybierając Linha de Caicas (koszt jakieś 2 euro) ruszyć ku

Cascais

Obskoczyliśmy tylko plac główny, który zdecydowanie wart jest spaceru, zahaczyliśmy również o lodziarnię Santini, którą szczerze polecamy.

W małym sklepiku zakupiliśmy Vinho Verde, banany i ciastka – w podróży jednak człowiek nie odżywia się jak należy …

 

W Cascais złapcie Autobus nr 403 (około 4 euro) do Sintry niedaleko centrum handlowego w Cascais (Av. Costa Pinto 74) .

Cabo da Roca

to przystanek, na którym musicie wysiąść. Czeka tam na Was zapierająca dech w piersiach atrakcja – dawny koniec świata a aktualnie najdalej na zachód wysunięty punkt lądu stałego naszego kontynentu.

Do Stanów Zjednoczonych na przylądek Henlopen jest jedynie 5593 kilometrów.

 

Dla nas numerem jeden chyba całego wyjazdu było odnalezienie ukrytej plaży. Niby krótki spacerek, ale nie dajcie nabrać na krótki dystans. Trasa jest wymagająca i nie polecamy pokonywania jej po kilku głębszych. Aby uchować dzikość plaży nie podam Wam dokładnej lokalizacji… Kierujcie się na północ.

 

 

We wpisach o Portugalii nie może zabraknąć muzyki! Naszej, a jak.

Anna Maria Jopek – Cabo da Roca

Z tego miejsca możecie ruszyć dalej do Sintry, czego my nie zrobiliśmy wybierając podziwianie zachodu słońca. Cabo da Roca to miejsce, które na pewno pozostanie w pamięci.

Po godzinach napawania się wolnością, pustką i ogromem Oceanu wróciliśmy do Cascais na kolejny spacer i solidne zakupy – jest tam duży market ze słonikiem w logo – polecamy zaopatrzenie się w sieci tych sklepów – ceny są zdecydowanie niższe niż w małych sklepikach.

Portugalia, a zdecydowanie Lizbona,

zalicza się do miejsc, w których nie powinniście spać… Jeśli myślicie, że po całym dniu zwiedzania zobaczyliście już wszystko to jesteście w ogromnym błędzie. Miasto nocą to dopiero gratka! Uprzedzając wszystkie pytania.

Naprawdę czułam się tam bezpiecznie i komfortowo. Mimo iż na każdym kroku spotkacie dilerów narkotyków to nie dali ani razu sygnału, który sprawiłby, że zrezygnowaliśmy ze spaceru. Nie bierzcie tego również jako deklarację, że jest to superbezpieczne miejsce. Zachowajcie uwagę i zawsze uważajcie na siebie!

 

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *