Alfama

Drugiego dnia naszej wizyty postanowiliśmy zwiedzić miasto na tyle na ile było to możliwe. Wcześniej przeczytana książka Pana Kydryńskiego pozwoliła mi na przygotowanie poglądowej trasy, która w znacznej mierze skupiała się na dzielnicy Alfama.

Nie chodziło o to, by zaplanować ganianie od atrakcji do atrakcji lecz o to by, mieć w miarę ogarniętą mapkę i zobaczyć najważniejsze rzeczy bez nabijania dodatkowych kilometrów przy okazji dając sobie przestrzeń na zabłądzenie.

Co prawda dzień wcześniej Arka przytłoczył pokonany dystans ale nie dał tego po sobie poznać i dzielnie dotrzymywał mi towarzystwa. Plotkując o głupotach a czasami i ważnych sprawach pozwoliliśmy sobie na chłonięcie Lizbony.

 

Na samym starcie na naszej drodze był taras widokowy Portas do Sol (zdecydowanie zaliczam do miejsc lepiej wyglądających nocą), gdzie na schodkach można zrobić sobie fotkę zbliżoną do tej, którą wrzuciła sama królowa popu 😉 A stąd już rzut beretem do zamku Sao Jorge. Sam taras jest miejscem spotkań ludzi, bywa tu gwarno za sprawą turystów, którzy przybywają podziwiać jeden z chyba najsłynniejszych widoków rozpościerających się na miasto. Hmm. Może dlatego wolę te miejsce nocą, ciche, całe dla mnie, skłaniające do refleksji, zatrzymania się.

Być jak Królowa ? 😀

 

 

Rua dos Remedios,

to już sławna ulica, na której zrobiliśmy kilka przystanków. Pozwoliliśmy sobie na świeże owoce, w moim przypadku wybór padł na lokalne już mandarynki. Niebo w gębie.

Po okolicach rozproszone są lokale z muzyką fado, które tętnią życiem dopiero wieczorową porą. Podjęliśmy również próbę lokalizacji mieszkania Anny Marii Jopek – powiedzmy sobie szczerze, nie jesteśmy stalkerami, ale czytając o przepięknym widoku z okna, o uliczce, która tętni ciepłem sąsiedztwa musieliśmy to sprawdzić 😉

 

Po jakimś czasie wybiła pora kawy! Bez tego ani rusz. Mimo, iż Portugalia słynie z jakości podawanej kawy to prywatnie moim nr jeden nadal będzie kawa we Włoszech.

Halo!

Zejdźmy na ziemię. Kawa, ciastko, wąskie uliczki, klasyczna architektura, ALFAMA! Wszystko będzie smakowało dobrze!

Później, kierując się na północ minęliśmy Panteon Narodowy, park Jardim Botto Machado, mniejsze tarasy widokowe, kościół Sao Vincente de Fora, Plac Graca, gdzie kolejny raz napełnialiśmy żołądki, ja piwem a Arek zupą dnia, która miała smak… o nie. Ona nie miała smaku. Dziwna sprawa, ale chyba pierwszy raz miałam okazję spróbowania zupy, która nie miała żadnego smaku.

Po kilku kolejnych metrach sprawdziliśmy, że spacer idzie nam nieco wolniej i w zasadzie to niedaleko jest nasze mieszkanie. Uznaliśmy, że godzina 16 jest idealna na odświeżenie ale na naszej drodze wyrósł kolejny znak wskazujący taras widokowy… Zdecydowaliśmy, po części niechętnie, , że rozpoczniemy wspinaczkę. Widok jednak wynagrodził trudy podejścia. Jest to chyba najwyżej położony w Lizbonie taras, żałuję, że nie mieliśmy okazji dotrzeć tam nocną porą –

Miradouro Sophia de Mello Breyner Andresen.

Po zapisaniu widoku w pamięci powróciliśmy do mieszkania. Niee. W Lizbonie nic nie jest tak łatwe jak wygląda na mapie. Górki schody i widoki zdecydowanie wydłużają czas podróży. Po tarasach przyszedł czas na naprawdę miły park Jardim da Cerca da Graça

Poniżej znajdziecie linki  ze spacerami

Spacer cz 1

Spacer cz 2

Przemykając uliczkami, dotarliśmy na słynny plac Rossio/Praça de São Domingos/

Miejsce, które Pan Kydryński opisał jako etap odpoczynku i obserwacji. Czy potwierdzamy?

A i owszem. Chociaż zanim dotarliśmy do najstarszego lokalu serwującego słynną wiśniówkę zostaliśmy zaczepieni przez natrętnego handlarza 😀 Nieszkodliwego oczywiście. Do płynów!

Oj . Co ja mogę wiedzieć o dawnych latach i lokalach serwujących alkohol. Tyle co nic. Ale A Ginjinha zdecydowanie wlała (dosłownie i w przenośni) namiastkę tegoż uroku. Ciasne, ciemne pomieszczenie z gigantyczną kolejką …

Likier do dzisiaj wyrabiany jest tradycyjną metodą i naprawdę powstaje z wiśni a nie z różnych związków smakotwórczych. Za kieliszek zapłacicie niewiele ponad 1 euro i nie pytajcie czy warto. Jeśli macie 18 lat to skuście się. Na pewno jest lepsza inwestycja niż zupa bez smaku 😉

UWAGA!

Trunek jest mocny. Taaa w mojej opinii to i wódka do takich płynów należy, ale jeśli Arek się zdziwił to wierzcie mi – ma moc…

Musicie też wiedzieć, że miejsce to funkcjonuje od lat czterdziestych XIX wieku!

Co się dzieje w tle!!

Magia, i nie jest to efekt oszołomienia mocą wiśni. Tam tętni życie. Taniec piękny i improwizowany. Przepiękna kobieta, muzyk poruszający serca tłumu, zapach wiśni / ówki… Zatracenie w chwili, czerpanie z miejsca wszystkiego tego co może nam zaoferować. Tak na wyrost powiedziane. Zapewne tłumy turystów a wszystko to jeden wielki chwyt marketingowy. I tak połykam go jak naiwna ryba …

O tym jak rozbujanym krokiem przeszliśmy w kolejne dzielnice miasta przeczytacie w kolejnym wpisie!

 

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *