Windy, wina i fado

Zdaje się, że skończyliśmy popijając wiśniówkę?

Dalej, nieco rozbujanym już, ale jak pozytywnym krokiem kierujemy się na południe ku Elevator Santa Justa czyli zabytkowej windzie, w przeciwieństwie do pozostałych jeżdżącej w pionie. Między tłumem turystów usiłujemy przebić się w zupełnie inną część miasta – Bairro Alto. Alfama za nami.

Odbijając w na północ zerkamy na słynną Elevador da Gloria kolejną windę między wspomnianą wcześniej Bairro Alto a Baixa. Warto się przy niej zatrzymać ponieważ, mimo iż jest zabytkiem, (funkcjonuje od 1885 r) to naprawdę przykuwa wzrok. Na Miradouro de São Pedro de Alcântara (kolejnym tarasie widokowym) porozmawialiśmy z lokalnymi sprzedawcami obrazków przedstawiających Lizbonę. Chociaż… Z jednym dogadaliśmy się w naszym języku ponieważ pochodził z Kazachstanu i całkiem sprawnie posługiwał się polskimi słowami.

 

Sięgając do plecaka, poza statywem i odzieżą na chłodniejsze momenty zlokalizowaliśmy butelkę wina Verde … Przy pomocy cudownego kieszonkowego, turystycznego otwieracza odbezpieczyliśmy zawór i ruszyliśmy. Przez imprezowe uliczki, pełne sklepów, knajpek, gwaru ludzi, przechodząc między osobami zdecydowanie zamożnymi i przeciwieństwami znowu chłonęliśmy miasto .

Dochodząc do wybrzeża i starej przystani nieco nas rozkołysał dźwięk muzyki niosącej się wybrzeżem rzeki, by ostatecznie zaserwować, w szczególności męskiej części drużyny zwiedzającej, przyjemne doznania estetyczno-wizualne. Piękne panie czujące muzykę chyba każdą częścią swego ciała.

 

Po milionach „natrętnych” telefonów naszej kochanej Myszy skierowaliśmy się ku „apartamentowi” by kolejny raz poprawić swój wizerunek i tym razem … Oddać się zupełnie innej atmosferze miasta.

Ale jeszcze przed tym

TRAMWAJ,

koniecznie żółty, koniecznie zabytkowy, koniecznie drewniany. Jak smutnym jest fakt, że większość z nich obecnie oklejona jest z zewnątrz reklamami.

Symbol miasta, który widnieje na 70 % pamiątek z Portugalii, pozostałe to Azulejos i Ronaldo 😀

Azulejos,

czyli przepiękne ceramiczne kafelki zdobiące zdecydowaną większość budynków alfamy. Słowo to wywodzi się d arabskiego azzelij czyli mały gładki/oszlifowany kamień. Druga teoria to słowo azul oznaczające kolor niebieski, który dominuje na płytkach zdobiących budynki.

 

Wracając do zwiedzania

Siedząc w zatłoczonym lokalu, przy lampce wina mogliśmy poznać urok fado, tego „luksusowego” dla publiki, ale po kolacji … Skierowaliśmy się ku mniej wykwintnemu lokalowi, gdzie improwizacja, tradycja i pasja były głównym napędem. Może to ilość % a może jednak miłość do muzyki opóźniały moje wyjście z tego miejsca. Nie zdradzę, gdzie to było – zgubcie się, dajcie się ponieść muzyce, zaglądajcie, szukajcie…

Gil…

Obrigado!

Fado

przepiękna interpretacja słów smutku, żalu, strachu, tęsknoty. Saudade to tak naprawdę słowo, którego nie powinno się tłumaczyć i się nie da przetłumaczyć ponieważ zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Być może właśnie chwila w zatłoczonym lokalu, pośród lokalnych mieszkańców pozwoli Wam poczuć jego moc. Wokalista bądź wokalistka wyśpiewują swe żale w akompaniamencie gitar.

Muzyka wywodzi się z niższej klasy społecznej, jednak z czasem przeszła istny renesans. Teraz kolacja przy dźwiękach fado należy do luksusowych atrakcji miasta, nastawionych na turystów i dostępnych dopiero przy ówczesnej, nietaniej rezerwacji stolika.

Tak, nad ranem kończymy nasz spacer, mając raptem godzinkę w porywach do dwóch na sen, tuż przed wyjazdem do PORTO

 

Sandra Mielczarek

a.k.a

13Traveler

2 Replies to “Windy, wina i fado”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *